Organizator: Grupa MTP

Zielony rynek Ukrainy w warunkach pandemii

Podziel się

Rozszerzająca się pandemia zamknęła wiele branż na całym świecie. Na Ukrainie także. W pewnym stopniu dotknęła również tamtejszą zieloną branżę. Tutaj możemy wyróżnić trzy różne i praktycznie niepokrywające się sektory: florystyczny, rolniczy oraz rynek roślin ozdobnych i kwiatów.

Autorzy:

Olha Kamolikova, dziennikarka, dyrektor biura konsultingowego „Landscape & Architecture“

Valerii Kotelnikov, redaktor naczelny czasopisma „Landscape & Architecture“

 

Ostatni z powodu pandemii ucierpiał poważnie. W związku z wprowadzonymi na Ukrainie obostrzeniami kwarantanny, przestojem kwiaciarni i gwałtownym spadkiem popytu, krajowi producenci tego sektora, szczególnie duzi, wyrzucili część produktów. Perspektywy dla tej branży jak na razie są niepewne. Najmniej ucierpiał sektor rolno-przemysłowy. Na czas została posadzona kukurydza, pszenica, soja, rośliny przemysłowe itp. Jak zauważają liderzy dużych gospodarstw rolnych, w tym roku siew był najlepszy od 3 lat. Jednocześnie ich optymizm jest nadal powściągliwy. Jeśli chodzi o rynek roślin ozdobnych i kwiatów, sytuacja jest niejednoznaczna i tym samym bardzo interesująca.

 

Uczestnicy rynku roślin ozdobnych

Do tej kategorii możemy zaliczyć krajowych producentów i sprzedawców roślin ozdobnych oraz kwiatów (szkółki roślin i centra ogrodnicze). Poza tym, często w ich asortymencie znajdują się drzewa owocowe i krzewy. Podobnie jak w asortymencie producentów owoców i jagód – rośliny ozdobne. Na koniec 2019 roku na Ukrainie istniało około 100 wiodących i mniejszych producentów i sprzedawców roślin. Dla kraju o populacji prawie 40 milionów mieszkańców jest to tak naprawdę bardzo mało. Jednocześnie z dużych szkółek (których powierzchnia pól wynosi około 40 hektarów) tylko 25-30 można zaklasyfikować do średnich przedsiębiorstw, w których pracuje kilkadziesiąt osób.

Centrów ogrodniczych na koniec 2019 roku było znacznie więcej: według średnich szacunków około 500. Część z nich to centra ogrodnicze szkółek roślin, a druga część działająca niezależnie, kupująca rośliny od producentów. Nie wiadomo, ile centrów ogrodniczych przetrwa i będzie działać po kwarantannie, ponieważ łańcuch „szkółka-centrum ogrodnicze-klient” został skrócony z jej powodu w większości przypadków do postaci „szkółka-klient”.

 

Sytuacja pandemii

Na tle ogólnej anabiozy, której towarzyszy przymusowa izolacja, rośliny i produkty ogrodowe kontynuują swój ruch z pól i półek sklepowych, w tym sklepów internetowych, do klientów. Wydaje się, że rynek działa niemal w trybie zwykłym. I do pewnego stopnia tak jest: obostrzenia nie wpłynęły na rynek roślin ozdobnych. Po pierwszym tygodniu nierozumienia, zarówno na poziomie władz, jak i całej ludności: co się dzieje i co robić? – ogłoszone zostały obostrzenia kwarantanny i ograniczenia działalności szeregu przedsiębiorstw. Ale ograniczenia te nie dotknęły sektora zielonego. Trwają prace związane z upiększaniem i kształtowaniem krajobrazu, rośliny są sprzedawane. Ogólnie rzecz biorąc, jak zauważają uczestnicy rynku, sytuacja obecnie jest bardzo niepewna. Z jednej strony wiosna zawsze pozostaje wiosną – jest to czas na sadzenie roślin i zieleni. W okresie przymusowej izolacji wiele osób wyjechało do swoich domków letniskowych i podmiejskich, co sprzyja sadzeniu i ogrodnictwu, a jest to z kolei zajęcie bardzo zdrowe ze wszystkich punktów widzenia. Dlatego sprzedaż się utrzymuje. Z drugiej strony zatrzymanie wielu sektorów gospodarki mocno uderzyło i jeszcze uderzyły w dochody różnych warstw ludności, i nabywcy nie są wyjątkiem. Z trzeciej – uległy zmianie priorytety zarówno klientów prywatnych, jak i publicznych służb komunalnych.

 

Wolumen sprzedaży i nabywcy

Wolumen sprzedaży roślin się zmniejszył, ale w każdym regionie w różnym stopniu. Najbardziej spadła sprzedaż w regionie zachodnim, w najmniejszym stopniu odczuły spadek wolumenu sprzedaży szkółki roślin i centra ogrodnicze w regionie centralnym i południowo-wschodnim. Średnio w kraju, jak zauważa dyrektor firmy „Klub Roślin” Nazarii Zinko, ogólny spadek wolumenu sprzedaży w branży w tym okresie wynosi od 10% do 70%. Odbył się ponowny podział klientów. Jeśli wcześniej głównymi nabywcami byli projektanci krajobrazu i służby komunalne, to obecnie, co niemal jednogłośnie zauważają wiodący uczestnicy rynku, głównym nabywcą jest klient detaliczny, właściciel osiedla wiejskiego czy ogrodu. Przyjeżdża on osobiście, wybiera rośliny i przyczynia się do zwiększenia wolumenu sprzedaży. Niemal „wypadł” jako klient projektant/architekt krajobrazu. Liczba zamówień tej kategorii jest niska. Być może dlatego, że zima była ciepła, brygady krajobrazowe nie przerywały swojej pracy i dokonały głównych zakupów o tej porze roku. Ale jeśli chodzi o miasta i służby komunalne, jako nabywców roślin, to tutaj praca zamarła i została wstrzymana dostawa roślin nawet w przypadku wygranych przetargów. Zwykle wiosną we wszystkich miastach Ukrainy odbywa się sadzenie zieleni i w tym celu miasta kupują rośliny w szkółkach. Ale w tym roku – nie.

 

Priorytety klientów

Obecnie nabywcy roślin, podobnie jak w poprzednich latach, szukają roślin o wysokiej jakości w rozsądnej cenie. Jeśli chodzi o wielkość roślin, istnieje zwiększone zapotrzebowanie na rośliny doniczkowe od P9 do maksymalnie C2, które można samodzielnie dostarczyć w rękach lub samochodem osobowym ze szkółki roślin do domu. Duże rośliny prawie nie są kupowane.

 

Trudności napotykane przez uczestników rynku

Wprowadzenie kwarantanny w całym kraju oznaczało zatrzymanie transportu miejskiego, co utrudniło dojazd pracowników do pracy. Większość firm rozwiązała ten problem własnym transportem. Drugą trudnością jest strach niektórych pracowników przed zakażeniem. Ale takie przypadki są nieliczne. We wszystkich szkółkach i we wszystkich centrach ogrodniczych obowiązuje noszenie maseczek, rękawiczek
i dostępność środków dezynfekujących.

 

Kto przetrwa?

W zaistniałej sytuacji, jak zauważają kierownicy wiodących firm w branży, na przetrwanie i kontynuowanie działalności gospodarczej mają szanse zarówno duże, jak i małe firmy, jeśli działalność ich jest prowadzona w sposób rozsądny. Duża firma ma zalety w postaci reputacji, możliwości przenoszenia pracowników
z miejsca na miejsce, zapasów i rezerw gotówkowych, wszechstronności. Do słabych stron można zaliczyć duże wydatki miesięczne, w szczególności z tytułu podatków i wypłat wynagrodzenia pracowników. Być może, aby przetrwać, będą musiały zoptymalizować produkcję, zredukować personel.

Mała firma ma mniejszą „poduszkę bezpieczeństwa finansowego”, ale z reguły prawie nie ma pracowników najemnych – często jest to firma rodzinna. Tak więc nie jest tak bardzo zależna od pracy najemnej lub czynszu wynajmu, ale ma mniejszy margines bezpieczeństwa. Rezygnacja nawet niewielkiej części klientów z zamówień może doprowadzić do całkowitego zawieszenie działalności małej firmy z niepewnymi perspektywami.

Jednocześnie, jak zauważa Oleksii Venhlovskyi, dyrektor firmy Natalis „O ile mi wiadomo, w ciągu półtora miesiąca kryzysu żaden z kolegów nie zamknął swojego biznesu, co bardzo mnie cieszy. Ale nowi gracze na rynku również się nie pojawili, co jest całkiem zrozumiałe w zaistniałych okolicznościach”.

Oleksii Yurchenko, kierownik firmy Ecodesign Plus (Charków) uważa, że każda firma zawsze ma szanse, ale nowym graczom będzie trudniej. „Uważam, że wielkość firmy w tej, podobnie jak w innych dziedzinach, nie jest tak ważna jak mobilność, odpowiedzialność, profesjonalizm i szybkość reagowania na potrzeby rynku”.

 

Prognozy i perspektywy

Największym problemem jest perspektywa ogólnej recesji w gospodarce, która zgodnie z zasadą domina dotknie także zieloną branżę. Uczestnicy rynku widzą sposoby na przezwyciężenie kryzysu w oszczędzaniu wszystkiego, zmniejszeniu liczby pracowników, zwiększeniu wydajności pracy, wspieraniu istniejących
i poszukiwaniu nowych rynków zbytu. Wszyscy są zgodni w opinii, że na szybkie wyjście z kryzysu pozwoli szybkie uruchomienie gospodarki.

 

Komentarze ekspertów

Nazarii Zinko, dyrektor grupy spółek Klub Roślin (Lwów):

Szkółki roślin prowadzą działalność o dość wysokiej bezwładności, nie można po prostu wziąć i wyrzucić roślinę. Są one żywe, potrzebują pielęgnacji również podczas kwarantanny i kryzysu. A trudności, z którymi mamy obecnie do czynienia (na przykład problem z dojazdem pracowników do pracy, wymagania dotyczące personelu i ochrony ich zdrowia) zmuszają do myślenia o większej mechanizacji. Jeśli chodzi o nabywców roślin, to z tej kategorii praktycznie wypadli projektanci krajobrazu. Dziś głównymi nabywcami są konsumenci końcowi, z których wielu nudzi się na kwarantannie i pragnie się czymś zająć.

Głównym produktem są małe rośliny, które możemy zanieść samodzielnie lub dowieźć samochodem bez pomocy wynajętych pracowników. To, co możemy samodzielnie umieścić w samochodzie, dobrze się sprzedaje; rośliny o dużych rozmiarach – nie, ponieważ wymagają specjalnego sprzętu do transportu
i sadzenia. Prognozowanie jest trudne, ale prawie wszyscy koledzy, z którymi ostatnio się kontaktowałem, widzą wyjście z tej sytuacji poprzez ponowne uruchomienie całej gospodarki kraju. Chciałbym podkreślić, że nie 90%, nie 95%, ale absolutnie wszyscy widzą sytuację w ten sposób.

 

Oleksii Venhlovskyi, dyrektor firmy Natalis (Kijów)

Nasza firma jest wieloprofilowa. Posiadamy 2 szkółki roślin, sieć centrów ogrodniczych, a także realizujemy projekty w zakresie upiększania krajobrazu miasta. W tym okresie można powiedzieć, że nie ucierpiał tylko handel detaliczny: nasze centra ogrodnicze działają na poziomie udanego 2019 roku.  Jeśli chodzi o hurtowe wysyłki roślin, które dostarczaliśmy na potrzeby upiększania krajobrazu miasta, zostało ich zauważalnie mniej, występują również opóźnienia w rozliczeniach za projekty w zakresie kształtowania krajobrazu obiektów miejskich. Przyczyną jest kwarantanna, z której powodu część prac została anulowana, a część została odroczona na czas nieokreślony. Wydaje mi się, że lato będzie trudne. Czynniki makroekonomiczne nie sprzyjają wzrostowi. Oczekujemy spadku rocznego dochodu na poziomie 20-30% prognozowanego. Jesień przyniesie nowe kontrakty, ale czy będzie ich wystarczająco, aby przetrwać zimę, nikt nie wie. Konieczne może być zwolnienie części pracowników, aby firma miała szansę na przetrwanie. Ale z optymizmem patrzymy w przyszłość: kryzys ten jest w dużej mierze sztuczny i minie tak szybko, jak się pojawił. A rośliny należą do wiecznych wartości. Jeśli chodzi o perspektywy branży jako całości, zacznie ona wzrastać i rozwijać się stabilnie wtedy, gdy na przykładzie tej wiosny państwo zrozumie, że problemy środowiskowe wymagają pilnego rozwiązania, a jednym z najważniejszych elementów takiego rozwiązania jest zachowanie i wzrost liczby drzew i krzewów w miastach.

 

Oleksii Yurchenko, dyrektor firmy krajobrazowej Ecodesign Plus (Charków)

Z jednej strony obostrzenia w przemieszczaniu się skłoniły naszych klientów do zwiększenia komfortu na ich terytoriach osobistych. Z drugiej strony ograniczona podaż materiałów, w tym roślin do sadzenia, czasami ułatwia klientom wybór. Oczekuję, że zaistniała sytuacja na świecie popchnie naszego konsumenta usług krajobrazowych do uświadomienia sobie, jak ważne jest otaczające nas środowisko w każdym poszczególnym losie w każdym poszczególnym momencie.

 

Yuliia Holovanova, dyrektor firmy Landscape by Yuliia Holovanova (Kijów)

Nasza firma zajmuje się kształtowaniem krajobrazu działek. Kwarantanna prawie nas nie dotknęła. Na razie. Od momentu, gdy WHO ogłosiło pandemię, a w naszym kraju ogłoszono kwarantannę, ci klienci, którzy byli na początkowym etapie kształtowania krajobrazu osiedla wiejskiego, wzięli „pauzę” do momentu normalizacji sytuacji. A na działkach, gdzie już rozpoczęliśmy pracę, klienci poprosili o jej dokończenie. Tylko z zastrzeżeniem środków bezpieczeństwa, zaleceń władz lokalnych i lekarzy, poprosili o noszenie maseczek, pracę w rękawiczkach, codzienny pomiar temperatury przed pracą, a w przypadku wykrycia chorych
o niedopuszczenie ich do pracy. Po prawie dwóch miesiącach od ogłoszenia kwarantanny w naszym kraju
w naszej brygadzie chorych nie było. Po ogłoszeniu kwarantanny i obostrzeń w przemieszczaniu się
w transporcie publicznym w pierwszych dniach mieliśmy pewne trudności z przewozem pracowników. Rozwiązaliśmy ten problem kosztem transportu osobistego. A szkółki, z którymi współpracowaliśmy, organizowały z kolei ciągłe dostawy roślin bezpośrednio do działek klientów. Trudno przewidzieć, co będzie dalej, ponieważ obecnie kończymy realizację starych (zeszłorocznych) zamówień.

 

Andrii Pohribnyi, dyrektor firmy Gardi (Krzemieńczuk)

Nasza branża na razie znajduje się w korzystnej pozycji. Mieliśmy szczęście, ponieważ nie obowiązuje nas kwarantanna. Dopiero w pierwszym tygodniu po ogłoszeniu kwarantanny panowała niewielka panika: nikt nie rozumiał, co się dzieje i co robić. Ale kiedy stało się jasne, że nasza branża będzie kontynuowała pracę, natychmiast przejęliśmy kontrolę nad sytuacją w naszej szkółce: zobowiązaliśmy pracowników do noszenia maseczek, zobowiązaliśmy również naszych odwiedzających do przychodzenia w nich. A jeśli nie mieli maseczek, zapewnialiśmy im nasze. Zapewniliśmy na terenie środki odkażające. Więc można powiedzieć, że u nas wszystko jest mniej więcej dobrze. Przestrzegamy kwarantanny. Gdyby nie było kwarantanny, byłoby jeszcze lepiej. Powiem więcej: w pewnym sensie dla wielu pandemia nawet przyniosła pewne korzyści. Klienci szczerze przyznali, że wcześniej nie mieli czasu na zajmowanie się kształtowaniem swojego ogrodu. A teraz wreszcie zrealizowali swoje odroczone pragnienia zagospodarowania terenu wokół domu, sadzenia roślin w swoim ogrodzie. Ale sprzedaż roślin do kształtowania krajobrazu miasta została wstrzymana. Chociaż, ogólnie rzecz biorąc, wolumeny sprzedaży roślin w naszej szkółce są na poziomie z ubiegłego roku.

Z optymizmem patrzę w przyszłość. Jeśli w bardzo niedalekiej przyszłości gospodarka zacznie działać – wszystko będzie dobrze! Rośliny uratują świat!